Warto życ.

Witam.

Siedzę właśnie w moim nowo umeblowanym pokoju i rozmyślam.
Ostatni post, taki z prawdziwego zdarzenia, a nie podsumowanie roku napisałem w 2015 roku i to był taki pojedynczy, okolicznościowy post. W każdym bądź razie systematycznie pisać na blogu przestałem na przełomie 2013/2014 roku.

Jakby nie było, dzisiaj to nie jestem moim tematem. To było jedynie słowem wstępu. Wytłumaczenia.



Piszę ten post, ponieważ przeczytałem kilka dawnych postów... chociażby z okresu 2011- 2012. Dopadła mnie, więc nostalgia... Kiedyś porzuciłem pisanie, bo miałem mało czytelników. Dopiero po czasie doszło do mnie, że błędnie myślałem. To nie wyświetlenia są ważne, a ślad, który po sobie pozostawiam. Ślad na witrynie internetowej, który staje się wspomnieniem, pamiątką swojego rodzaju. I to było i jest ważne. 

W każdym bądź razie, miło było powrócić i poczytać tych kilka postów, poprzypominać stare dobre (lub mniej dobre) czasy. Przypomnieć sobie o problemach, którymi się przejmowałem (a teraz wydają się być dla mnie kuriozalne i błahe). Przypomnieć również o sytuacjach, o których przez te wszystkie lata zdążyłem już w większości zapomnieć. Reasumując, mam za sobą długą, nostalgiczną podróż.

Choć do pisania nie mam jako takiego talentu, chcę dodać kolejną "kartkę z pamiętnika". Chcę za kilka lat znów odwiedzić tego bloga i poczytać o tym, co takiego napisałem 10 września 2016 roku... A czas leci jak szalony. Naprawdę wiele się w życiu zmienia i trzeba spodziewać się niespodziewanego. 

Dlatego też tak do końca nie pożegnałem się z tym blogiem. Starałem się raz na rok (dosłownie) pisać podsumowania... Gdyż jak wspomniałem, wspomnienia są ulotne. Czasami warto niektóre zapisać. Mimo, że  posty te, były w moim przypadku często dość chaotyczne, melodramatyczne (miejscami) oraz hiperboliczne. 

Chciałbym w skrócie napisać jak to mi się wiodło podczas nauki w szkole średniej.
Najgorszy chyba był rok pierwszy. Pierwszy rok zawsze jest najgorszy. Wie o tym każdy. I tak było również u mnie. W sensie nauki, czy może poziomu trudności był rok drugi lub trzeci. W tej chwili trudno jest mi zdecydować, gdyż te lata mi się wymieszały. Może zarówno drugi jak i trzeci rok miał podobny poziom trudności? Tak czy siak, lata te zleciały jak z bicza strzelił. Czwarty rok był zdecydowanie najlepszy... i chyba wbrew pozorom najłatwiejszy.

Szkołę, do której chodziłem na przemian nienawidziłem i czułem do niej mieszane uczucia. Chyba dopiero w ciągu trzeciej klasy ustabilizowałem swoje emocje co do niej i przyzywczaiłem się w pełni.  Naprawdę ciężko jest mi stwierdzić, czy był to dobry wybór, czy też nie. 
Troszkę się pomęczyłem, trochę nerwów zmarnowałem, trochę łez uleciało... ale ostatecznie uzyskałem to co chciałem. Mam te całe świadectwa ukończenia szkoły średniej, świadectwo dojrzałości z jak dla mnie zadowalajacymi wynikami, czy nawet ten dyplom potwierdzający kwalifikację w zawodzie (w moim przypadku technik informatyk)

Pomimo satysfakcji z tych całych dyplomów, w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że nie jest to wcale takie ważne. Co z tych dymplomów, kwalifikacji... Jak się nie ma talentu, chęci, motywacji do dalszego działania, czy nawet pasji. Ukończyłem technikum z zawodem technik informatyk. Byłem "przeciętno-dobrym" uczniem. Niczym wielkim się nie wyróżniałem. Problemów większych, również na szczęście nie miałem. Jednakże do tego zawodu brakuje mi pasji, może i nawet trochę tego talentu. Bo smykałkę w jakimś stodpniu do tego mam. Sądze jednak, że nie na tyle dużą żeby brnąć w to dalej :)

Po ukończeniu szkoły, nadszedł czas na wybór studiów. W międzyczasie znalazł się czas na kurs prawa-jazdy, który w moim przypadku zakończył się dość problematycznie i po 5-6 próbach podchodzenia do egzaminu porzuciłem tą inicjatywę. I żyję nadal. Mimo, że był to dla mnie cios i dużo mnie to kosztowało, jakoś żyję i mam się całkiem nieźle :)
Wyboru (niewielkiego) w moim wypadku dokonałem i w październiku wybieram się do najbliżej znajdującej się mnie uczelni. 

Nie wiem czy podjąłem dobrą decyzję, czy złą... Każdego dnia myślę na przemian. Z czasem okaże się, jak na tym wyjdę. Za 3 lata postaram się dać znać.

Wybór padł na filologię angielską ze specjalizacją amerykanistyka. To jest coś całkiem innego, niż miałem do tej pory. W szkole średniej szedłem w kiernuku matematyki i informatyki... A teraz muszę nieco zawrócić i zacząć podążać w kiernuku języka angielskiego.  W zasadzie w sercu bliżej mam ten angielski, niż miałem matematyczno-logiczny przedmiot, jakim była informatyka, ale... Smykałki wielkiej jako takiej również nie posiadam co do tej dziedziny, a, że brak mi nieco pewności siebie, do tego trochę obawiam się zmian i tego co nadejdzie... To moźe być cięźko.

Cóż, różne myśli człowiekowi do głowy przychodzą. Z czasem się okażę jak sobie będę radził ze studiowaniem i w ogóle z językiem angielskim, tak na poważnie.

Rok 2016 jest dla mnie rokiem naprawdę dobrym. Pomógł mi w dużym stopniu otrząsnąć się po problemach i z grubsza z depresją. Dwukrotnie wyruszyłem z tatą, w podróż tirem za granicę (mimo, że zawsze mówiłem, że nigdy nie odwiedzę innych krajów) 
Ukończyłem szkołę średnią, zdałem przyzwoicie maturę, zdałem ostatnią kwalifikację zawodową...
Czy nawet w końcu dostałem swój własny pokój, na nowo wyremontowany i umeblowany. Nie mogę narzekać. To byłby już chyba grzech. I to wszystko złożyło się na to, że czuję się już lepiej. Wszystkie te rzeczy pomogły mi stanąć na nogi. I choć nie czuję się na tych nogach pewnie, mam nadzieję, że w razie kolejnego upadku, będą posiadał na tyle sił, żeby znów powstać.

Jest rok 2016. Powstałem. I choć nie jestem szczęśliwy, nie mam na co narzekać, bo mam dobrze i jest mi dobrze. Szczęście przyjdzie z czasem.  Owszem, będą gorsze dni, cięższe momenty, chwile zwątpienia...  Muszę... Musimy zaledwie pamiętać o tym, żeby być silnymi i mieć nadzieję. Bo po pochmurnym dniu, musi nadejść prędzej czy później słońce. Nadzieja na lepsze jutro i kolejne dni.

Jestem jaki jestem. Umiem to co umiem. Nie potrafię, tego czego nie potrafię. Osiągnąłem to co osiągnąłem. I nie osiągnąłem tego co mogłem osiągnąć. Ale takie jest życie i należy się z tym pogodzić. I ja w tym roku właśnie się z tym pogodziłem.

Ty też się pogódź. Pomyśl, że warto.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przeczucia...

Rehash 2016, część III.

Wielkie nic.