Wielkie nic.

Witam!

Wracam z chęcią napisania kolejnego posta, tym razem związanego z serialem The Vampire Diaries. Otóż, niedługo premiera ostatniego sezonu! W końcu!
Właśnie... kiedyś ogarnąłby mnie smutek i żal... dzisiaj jest już to ulga. Ulga, bo mam już dość patrzenia co ludzie kierujący produkcją zrobili z moim niegdyś ulubionym serialem!

Dzisiaj przeleję tutaj całą swoją frustrację związaną z Pamiętnikami wampirów. Zaczynamy.
Uwaga, post może zawierać spoilery!



Wraz z rozpoczęciem studiów, zacząłem rewatch TVD, od sezonu pierwszego... W czasie oglądania jednak utraciłem chęci i przeskoczyłem od razu do czwartego sezonu. 
Wszystko ładnie, pięknie. Wiele emocji. Wiele fajnie lub mniej fajnie napisanich postaci. Zwroty akcji.... I wiele innych, w większości pozytywnych emocji. 

Nadszedł sezon 7. Niby nie czuć braku Eleny. Są heretycy. Niektórzy z nich są fajnie napisani. Zwłaszcza Valerie, która miała bujną przeszłość ze Stefanem. 
Ale co z tego, jak w czasie trwania sezonu, postacie z dnia na dzień zaczynają się zmieniać. Plus, pozbywają się jedngo po drugim... Szkoda było mi niektórych postaci. Taka Mary Louise i Nora, były ciekawym dodatkiem do serialu... No ale cóż, lepiej je zabić i w nowym sezonie znów wprowadzić nowe mięso armatnie -,-

Dobrze, że chociaż nie zabili mojej ulubionej heretyczki, Valerie. Ale cóż z tego, że nie zabili, jak wyjechała sobie daleko stąd i jej już raczej nie zobaczymy... Kolejny cios dla serialu.

Mogli już zostawić te dziewczyny, a pozbyć się np: Matta, którego osobiście nienawidzę. Mogli również stworzyć lepszy wątek dla Enzo, który w tym sezonie również mnie irytował. Zamiast spiknąć ją z Bonnie (!) po tym jak bujał się w matce Damona i Stefana (!!)
Cholera, w myślach to już nawet brzmiało lepiej. Co za patologia... Jak w "Modzie na sukces", czy whatever.

Dla Enzo, wybrałbym Sarę Salvatore z szóstego sezonu. Mieli razem fajną chemię. Nie łączyłbym również Stefana i Caroline. Ich przyjaźń była piękna i autentyczna. Po co od razu robić tu związki "każdy z każdym"? Zwłaszcza, że Caroline już była/spala z Damonem, Mattem, Tylerem, Stefanem... No i była w jakimś rodzaju związku z Alaricem, co było dla mnie wręcz nie do pomyślenia i karygodne (!!!)

Właśnie, jak już jesteśmy przy Caroline... To dlaczego wzięli się za wątek ciąży? Wymyślili to sprytnie, owszem... Ale taki wątek nigdy nie pasował do TVD, więc dlaczego pojawił się teraz? Bo aktorka grająca Caroline zaszła w ciążę? Czy może żeby dobić ten serial? 
Dla Stefana najlepsza byłaby już ta Valerie, w końcu była jego pierwszą miłością, jeszcze nawet przed Katherine i Eleną... Dla Caroline, idealny był zaś Klaus.

No, ale cóż... Marzenia ściętej głowy.

To przykre, że w sezonie siódmym, prócz bardzo nielicznych, przyjemnych dla oka momentów, mieliśmy okazję zobaczyć jak The Vampire Diaries dobijają do dna. Magiczna ciąża Caroline, związki każdego z każdym, czy coraz to bardziej wyszukane i kuriozalne wątki, sprawiły, że oglądałem ten serial jedynie z przyzwyczajenia. Ot, z ciekawości, co jeszcze takiego wymyślą z tym serialem. 

A finał sezonu siódmego to już totalna porażka. Po wcześniejszym chujowym pomyśle z kolejną z dupy wziętą organizacją (The Armory), magiczną ciążą Caro i jej związkiem z Rickiem, już nic gorszego nie mogło się wydarzyć...
Aa jednak... Znów wprowadzili jakieś "Zło", tym razem. Nic szczególnego... Aha, plus Enzo i Damon są tak jakby pod jej wpływem i będą dla niej zabijać....
ŻENADA, jakich mało.

Ostatnio obejrzałem zwiastun ósmego sezonu i po raz pierwszy w życiu poczułem wielkie NIC. To straszne i smutne zarazem. Zwłaszcza, że zawsze broniłem tego serialu. Już nawet od 4 sezonu fani zaczęli pomału go krytykować. Ale to co się działo w większości sezonu 7, to istna "Tragedia Posejdona".

Owszem, obejrzę sezon 8. W koncu to mój pierwszy prawdziwy serial, który zacząłem oglądać (nielicząc M jak miłości, gdy byłem mały) 
Ale obejrzę go bez emocji. Obejrzę go z przyzwyczajenia. Tak po prostu, bo w końcu robię to od wielu lat. Jaka ulga, że będzie liczyć szesnaście odcinków, a nie dwadzieścia dwa, jak zwykle...

Na szczęście nie zostanę sam. Przede mną/nami ostatni sezon Teen Wolf, który zapowiada się o dwa nieba lepiej niż cały sezon siódmy i zwiastun ósmego sezonu TVD razem wziętę...
Mam jeszcze przecież turecką superprodukcję, Wspaniałe stulecie: Sułtankę Kosem, która powróci już niebawem z drugim sezonem. Serial, który jest produkowany z wielkim rozmachem...

Prócz Teen Wolf i Kosem, będę oglądać wiecznie młode i ciekawe Supernatural. W 2017 powrócą The Originals, a także Shadowhunters (które powrócą z lepszą realizacją, którą już widać po zwiastunie drugiego sezonu)

W lato 2017 zobaczymy bardzo ambitne i niesamowite produkcje, takie jak Gra o Tron i Orange Is the New Black. Tam to dopiero będzie się działo...

Nie, nie jest mi przykro, że TVD się kończy.... Jest mi tylko przykro, że go zniszczyli.
Prawdziwe TVD, pożegnaliśmy już miesiące temu. Sezony 1-6 będe wspominać wspaniale. Bo kocham je. Ten serial był dla mnie ważny i dlatego pomimo wszystko będę go pamiętać. Po prostu wyrzucę z pamięci ten okropny sezon siódmy, oraz nadchodzący sezon ósmy...

Mam nadzieję jednak, że na koniec serialu będe jedynie pamiętać te dobre chwile, i nazajutrz po ostatnim odcinku serialu, powiem: Today will be different.

Do następnego ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przeczucia...

Rehash 2016, część III.