Saga Zmierzch, na ZAWSZE!

WITAM
Wszystko odbyło mi się po myśli, może nie do końca...ale nie było źle ;D
I tego trzeba się trzymać ;P
Film obejrzany, wspomnę o nim pod koniec postu :)
Najpierw zacznę od spraw przyziemnych.
Szkoła...hmm...dobija, fakt. Jest CORAZ TRUDNIEJ, masakra po prostu.
Ja chcę już świąt, bądź zmiany otoczenia! Nieraz już nie wytrzymuje i zastanawiam się: czy dobrze wybrałem? A może jednak nie? Zawsze dochodzę do jednego wniosku... Żałuję wyboru szkoły...Ale gdzie indziej bym się nadawał, jak nie na informatyka?
Kurcze, interesują mnie książki, to fakt. Lubię muzykę. Chciałbym grać na fortepianie, niestety nie mam predyspozycji (kasy,kasy i jeszcze raz kasy...no może nie do końca ja a moi rodzice) Chciałbym się jakoś rozwijać, ale nie mogę... po prostu nie mogę... Dlaczego ludzie nie mają dostępu do tego czego chcą się pytam?! Masakra totalna jakaś...Bez kitu...
Kręci mnie też teatr. Zawsze lubiłem odtwarzać jakieś rólki...Jest jednak mały problem...Otóż za bardzo jestem nieśmiały, choć może mam predyspozycje tam jakieś ale brakuję mi śmiałości na scenie. Dlatego też prawie nigdy nie recytowałem wierszyków na akademii, choć pani mnie cisnęła... (tak było do końca podstawówki) W gimnazjum stałem się bardziej otwarty, aczkolwiek nie w tym kierunku co trzeba. Mówi się trudno. Jakby praca była po każdej szkole, na pewno bym poszedł do liceum, teraz to wiem. A, że nie ma tej cholernej pracy, w tym cholernym kraju, którym nienawidzę, muszę dusić się w technikum. Ale MUSZĘ, jeśli chce kiedyś jakoś się utrzymywać. Aczkolwiek mam plan B, który nadal trzymam w zanadrzu, ale go nie wykorzystam NARAZIE, może jakoś wytrzymam... Może później będzie lepiej?  Trzymam się tylko tej myśli. Bez oczekiwania na coś nowego związanego ze zmierzchem jest mi trudno. Tak naprawdę, pierwszy raz od DWÓCH lat żyję bez czekania. Bez tego jest mi o wiele ciężej żyć... W pierwszym tygodniu po premierze czułem się tak pusto w środku, jakbym coś stracił... Jakaś część mnie umarła wraz z ostatnią sekundą filmu. Aż nie chciałem wychodzić z sali kinowej... po prostu... ;/
Teraz jest już lepiej... Może dlatego, że pomału przyzwyczajam się z tą myślą? Sam nie wiem... A może jest mi łatwiej bo znów zacząłem czytać od początku całą sagę i może uzupełniam codziennie tą potrzebę? Może...
A oto tak rozplanowałem czytanie i oglądanie filmów, że wszystko powinno skończyć się z dniem...21.12.2012.... czy to nie ironia? 
Tamten tydzień szkolny - Twilight; 19-25 listopada
Ten tydzień szkolny - New Moon; 26 - 30 listopada
Następny tydzień - Eclipse; 3 - 7 grudnia
Kolejny . . .  - Breaking Dawn part 1; 10 - 14 grudnia
Kolejny kolejnego... - Breaking Dawn part 2; 17 - 21 grudnia
Oczywiście planowałem to nieświadomie, dopiero potem się gapłem ;P
Dobrze, że jest przerwa świąteczna, może ona doda mi sił na nowy semestr?
ZOBACZYMY
A teraz przechodzę do FILMU ! ! !

UWAGA SPOILER ! ! ! KTO NIE OGLĄDAŁ PRZED ŚWITEM CZĘŚCI II, NIECH NIE CZYTA  CIĄGU DALSZEGO MOJEGO POSTU ! ! !

Powiem tak... 65% filmu zleciał jak jedno pstryknięcie palcem. Tą część filmu zbezcześcili...No może nie sam film jak książkę... tak tego wszystkiego poucinali, że aż byłem zły już na samym początku. Przed Świtem część II zaczęła się całkiem inaczej niż pozostałe filmy z sagi, na początku ten pomysł mi się nie spodobał, ale po paru dniach stwierdziłem, że dobrze zrobili. Myślałem, że pokażą więcej z pierwszych chwil 'życia' Belli jako wampira, ale się niestety zawiodłem. Nie było nauki Belli, jak wyskakiwać przez okno, czy przeskakiwania przez staw/jezioro (dokładnie nie pamiętam co to było) i w ogóle jakoś pierwsze chwile mi się nie spodobały. Jednak muszę przyznać, że nie wszystko spaprali i kilka scen sie uchowało. A niektóre zostały 'ubarwione' jak na przykład jak Bella dowiaduję się, że Jake wpoił się w Nessie :D (nie było tak dramatycznie w książce, jak było w filmie, ona go NIE BIŁA) Nawet siłowanie Belli było spoko, trzeba dodać ;P 
Prawdziwa ekscytacja zaczęła się u mnie na poważnie dopiero od scen na polanie... czyli ta cała 'walka'. TO BYŁO NIESAMOWITE. To uratowało cały film! Sceny po tej 'walce' (w której 'zginął' Jasper (!), Seth(!!) , Leah(!!!) i UWAGA Carlisle (!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) [wykrzykniki oznaczają szok jaki wywołały sceny śmierci owych bohaterów] były naprawdę przerażające i wpijające w fotel-dosłownie) Ździwione oczyska Cullenów, w chwili oglądania wyglądały dosłownie jak moje własne, a zwłaszcza moja była podobna do miny Edwarda... Pierwszy raz tak bardzo połączyłem się emocjami z postaciami z filmu... To było MEGA ! ! ! Przezajebisto wielki PLUS ! ! !
Sceny po 'walce' były już GITESOWE. Nic do nich nie miałem... No może Bella, odsłaniając swoje myśli Edwardowi powinna pokazać więcej wspomnień z Eclipse (było tylko jedno) 
A właśnie! Scenka z  Jakiem pytającym się Edwarda, czy może nazywać go tatą... To było super!
Ogólnie uważam jakby film był dłuższy o 20 minut (a te 20 minut poświęciliby na początek filmu) to ten film przebiłby wszystkie inne z całej sagi. 
Podsumowanie:
Moja ocena to 8/10
Teraz, przy okazji przedstawię Wam oceny innych części Sagi...
Zmierzch 10/10
Księżyc w Nowiu 9/10
Zaćmienie 8/10
Przed Świtem część pierwsza 9/10
Jak widać PŚ2 nie przebiło pierwszej części. Ci co przeczytali książkę powinni się ze mną zgodzić.
Nie mówię, że w PŚ1 wszystko było odwzorowane, ale tam zabrakło TYLKO tych śmiesznych scenek z Jacobem i Rosalie jak np ta słynna miska dla psa, czy kawały o blondynkach Jake'a (kto czytał ten wie o co mi chodzi) a w PŚ2 zabrakło DUŻOOO scen... za dużo... jakby nie walka PŚ2 dostało by 6/10...
I tak oto tym akcentem kończę mój dzisiejszy post.
Narq! 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przeczucia...

Rehash 2016, część III.

Wielkie nic.